Droga krzyżowa

Droga krzyżowa- rozważania małżonków z Domowego Kościoła

Wprowadzenie
Panie Jezu, wchodzimy dziś z Tobą na drogę krzyża – drogę, która prowadzi przez cierpienie, ale rodzi miłość silniejszą niż słabość człowieka. Chcemy spojrzeć na Twoją mękę w świetle naszego życia małżeńskiego i rodzinnego, w naszych codziennych trudnościach, słabościach i nadziejach. Ucz nas na tej drodze prawdziwej miłości: cierpliwej, wiernej i przebaczającej. Niech każda stacja pomoże nam zobaczyć, jak bardzo jesteśmy sobie nawzajem dani przez Ciebie.

Stacja I Jezus staje przed sądem

– Kłaniamy Ci się, Jezu Chryste, i błogosławimy Tobie
– Żeś przez Krzyż i Mękę swoją świat odkupić raczył.
-Żona: Osądzona, samotny, z wyrokiem, upokorzona..
-Mąż: Ta samotna z parteru- pewnie za wybredna, zadzierała nosa za młodu.
-Mechanik niby młody a jakiś .. inny- taki to na pewno żony nie znajdzie.
-A ta Krysia z Twojej klasy, teraz taka zaniedbana, z grymasem burknie dzień dobry.
-No! I nasz Ksiądz, znów jakiś wyjazd organizuje, czy on nie ma co robić?
Z jaką lekkością wydajemy krzywdzący osąd. I to nie tylko o innych, nawet o najbliższych. Czy nie zdarza się, że w myślach albo i słowach żona dyskredytuje męża, mąż podśmiewa się z przywar żony?
Za te pomówienia, i za szereg innych niesprawiedliwości, Jezus zostaje skazany. Choć niewinny, przyjmuje wyrok by osobiście cierpieć za tych wszystkich, których to my skrzywdziliśmy -odbierając im godność przez niesprawiedliwe oceny, spisując na straty, wydając potępiający wyrok. Panie Jezu, Ty chcesz bym zawsze widział prawdę, Boże, Strzeż mnie bym nie sądził nikogo, udziel łaski patrzenia na mojego Męża, Twoimi oczami z drogi krzyżowej, oczami pełnymi miłości i akceptacji.
Panie Jezu, Ty chcesz bym zawsze widział dobro, pozwól mi patrzeć na moją Żonę z miłością, która przynagla do ofiary a nie osądu. 
Tylko Ty Sprawiedliwy jesteś, Panie, i tylko Twoje wyroki są słuszne!
Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami.

Stacja II Jezus bierze krzyż na swoje ramiona

– Kłaniamy Ci się, Jezu Chryste, i błogosławimy Tobie
– Żeś przez Krzyż i Mękę swoją świat odkupić raczył.
Co to znaczy wziąć krzyż w małżeństwie czy w rodzinie?
Pozwolić współmałżonkowi czy dziecku szczególnie dorastającemu nie być takim jak ja chcę, cierpliwie wysłuchać go, gdy według mnie nie ma racji, dać czas i przestrzeń na powstawanie z upadków, dać wolność, by podejmował własne decyzje choć widzę, że to może doprowadzić go donikąd, pozwolić na pomyłki i poszukiwania własnej drogi życia, zgodzić się, że jego wybory nie będą moimi wyborami, kochać bezwarunkowo tego w rodzinie, który odwraca się od tej miłości i idzie ku ciemności. A przede wszystkim ciągle mieć nadzieję, że wróci.
Co to znaczy wziąć krzyż w małżeństwie czy w rodzinie?
Pozwolić sobie na błędy, przyjąć, że nie jestem i nie będę doskonały, że w tej dziedzinie życia nie będę taki jak on czy ona, zgodzić się, że upadam, że zniewala mnie cała masa spraw, że bywa, że podejmuję bezsensowne decyzje, że uciekam/ unikam, gdy wymaga się ode mnie odwagi i działania. Wziąć krzyż to zamknąć przeszłość, na którą nie mam już wpływu i żyć tu i teraz.
Jeśli żyję w Bożej obecności, to schylę się, klęknę, podniosę, nałożę na ramiona cały ten mój zgiełk i pójdę razem z Jezusem, tak jak On w drogę, która będzie bolała, ale doprowadzi mnie do domu Ojca.
Jezu, chcę z Tobą nieść mój krzyż.
Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami.

Stacja III Jezus upada po raz pierwszy

– Kłaniamy Ci się, Jezu Chryste, i błogosławimy Tobie
– Żeś przez Krzyż i Mękę swoją świat odkupić raczył.
Pierwszy upadek Jezusa jest dowodem wyczerpania, utraty sił fizycznych, spowodowanych okrutną dotychczasową torturą. Ten upadek nie wzbudza litości oprawców, ale pogłębia nienawiść i przyczynia Ci Jezu nowych cierpień.
Z encykliki Humanae vitae: „Powołanie do życia chrześcijańskiego, zrodzone przez chrzest, zostało rozwinięte i umocnione w sakramencie małżeństwa. Ten bowiem sakrament daje małżonkom moc i niejako ich konsekruje, by wiernie wypełniali swe obowiązki, by swe powołanie doprowadzili do właściwej mu doskonałości.” Droga do świętości dla małżonków biegnie poprzez małżeństwo, a nie obok niego czy wbrew niemu. Małżeństwo chrześcijan jest sakramentem, czyli skutecznym znakiem rzeczywistości nadprzyrodzonej i źródłem nadzwyczajnej łaski Bożej. Małżonkowie w sakramencie małżeństwa zapraszają Boga do swojej miłości. W swojej ludzkiej miłości dostrzegają pierwiastek Boski i proszą Boga, który jest Miłością, aby był obecny w nich i pomiędzy nimi, aby ich połączył i jednoczył.
Niestety na tej małżeńskiej drodze sami często upadamy… Często też przyczyniamy się do upadku współmałżonka. Osłabiamy jego siły poprzez narzekanie, ciągłe niezadowolenie, pogardliwe spojrzenie, drwinę czy brak wsparcia. Jak wiele upadków współmałżonka spowodował mój brak miłości?
Jezu lekceważony przez tłum podczas upadku, daj nam moc patrzenia z nadzieją w przyszłość. Daj nam miłość cierpliwą i łagodną, która nie unosi się gniewem, ale wszystko znosi i wszystkiemu wierzy. Daj nam siłę do dźwigania się z naszych codziennych upadków, abyśmy byli dla siebie nawzajem wsparciem. Jezu, podźwignij mnie i moją rodzinę.
Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami.

Stacja IV. Jezus spotyka swoją matkę.

– Kłaniamy Ci się, Jezu Chryste, i błogosławimy Tobie
– Żeś przez Krzyż i Mękę swoją świat odkupić raczył.
Jezus spotkał w drodze swoją matkę, Spotkali się i nie padło ani jedno słowo, Obdarowali się spojrzeniem, które jest pełne miłości, dodaje sił. Jaką pociechę mogą wnieść w moje i nasze życie proste czułe gesty, uśmiech, przytulenie, podanie ręki. Tak wiele dla mnie znaczą te proste gesty i słowa mówiące o miłości, ale są sytuacje kiedy brakuje słów i wtedy ważna jest obecność bliskiej osoby w obliczu trudności.
Panie Jezu, proszę obdarz nas miłością i zrozumieniem z najbliższymi, abyśmy mogli wspierać się nawzajem w trudnych chwilach.
Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami.

Stacja V Szymon z Cyreny pomaga nieść krzyż Jezusowi

– Kłaniamy Ci się, Jezu Chryste, i błogosławimy Tobie
– Żeś przez Krzyż i Mękę swoją świat odkupić raczył.

Mam własny świat, jak Cyrenejczyk, mam swoje pole, z którego wracam co dzień zmęczony do domu. I wiem, że jak będę potrzebował pomocy Pana Boga, to poproszę Go o to. A tu się okazuje, że Bóg potrzebuje mojej pomocy. Bo oto prosi mnie o pomoc drugi człowiek, inne małżeństwo, wspólnota. Zdaje mi się, że nie mam na to czasu, bo  mam swoje sprawy. Tymczasem okazując pomoc, sam zostaję wzmocniony, okazując miłosierdzie, sam miłosierdzia doznaję. Ile razy coś daję innym, sam zostaję obdarowany po stokroć więcej. Okazać miłosierdzie to znaczy dźwigać drugiego, to znaczy pomagać nieść krzyż Jezusowi, który cierpi w tym człowieku, w tym małżeństwie, które prosi mnie o pomoc. Czy zauważam Jezusa cierpiącego w innym małżeństwie i jestem gotów mu pomóc?  Czy zdaję sobie sprawę z tego, że to jest szansa dla mnie
Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami.

Stacja VI – Weronika ociera twarz Jezusowi

– Kłaniamy Ci się, Jezu Chryste, i błogosławimy Tobie
– Żeś przez Krzyż i Mękę swoją świat odkupić raczył.
Weronika nie zrobiła nic wielkiego. Nie zatrzymała krzyża. Nie zmieniła wyroku. Po prostu podeszła i otarła twarz.
W małżeństwie też często nie chodzi o wielkie rzeczy. Nie zawsze umiemy rozwiązać problemy. Nie cofniemy trudnych słów.
Nie zabierzemy zmęczenia po ciężkim dniu. Ale możemy podejść bliżej. Zamiast się odsunąć – zostać. Zamiast wypominać – zapytać: „Co się stało?” Zamiast milczeć – powiedzieć: „Jestem.”
Czasem to wystarczy. Mały gest. Czułość. Zwykła obecność.
Panie Jezu, ucz mnie dostrzegać twarz mojego męża, mojej żony. Daj mi serce, które nie przejdzie obojętnie. I odwagę, by być blisko – nawet wtedy, gdy to niewygodne.
Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami.

Stacja VII Jezus upada po raz drugi

– Kłaniamy Ci się, Jezu Chryste, i błogosławimy Tobie
– Żeś przez Krzyż i Mękę swoją świat odkupić raczył.
Drugi upadek boli inaczej, ramiona drżą nie tylko od ciężaru krzyża i wyczerpania ale od świadomości, że to nie ostatni raz…
Upadam, gdy patrząc na mojego męża, nie widzę Ciebie Panie. Upadam, po raz drugi, gdy trwam w tej niemocy i łudzę się, że przejdzie. Upadam mdlejąc, gdy mówię, że nie mam siły, bo cierpię zbyt mocno. Upadam gdy nie mam nadziei.
Dałeś mi małżeństwo Panie – bym mogła spełniać moje powołanie.
Dałeś mi męża Panie – bym miała z kim wstawać pod ciężarem krzyża.
Wiem, że sama po raz drugi, bym nie wstała.
Skrusz mnie Panie, bym zapomniała o sobie, dotknij mych oczu, abym zobaczyła Ciebie, tam gdzie po ludzku dochodzę do ściany. Dotknij Panie moich ust, abym milczała jeśli nie mówię Twoim językiem, abym krzyczała jeśli nie Twoje się dzieje w codzienności. Dotknij Panie serca mego i przemień do bycia razem – w Tobie i tylko w Tobie.
Ulecz mój słuch, bym karmiła się Twoją melodią a nie zgrzytem bólu.
Jestem Twoja, choć twarzą w piachu i przygnieciona po ludzku…
Uczysz mnie, że ten upadek jest tylko szansą, bym zobaczyła co mnie z Tobą czeka na szczycie.
Idę, nie sama. Idę tu na ziemi z mężem.
Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami.

Stacja VIII Jezus pociesza płaczące niewiasty

– Kłaniamy Ci się, Jezu Chryste, i błogosławimy Tobie
– Żeś przez Krzyż i Mękę swoją świat odkupić raczył.
Kiedy widzimy ludzkie cierpienie, często wzruszamy się i opłakujemy czyjś los. Jest to wyraz współczucia, współcierpienia i ludzkiej wrażliwości. Na drodze krzyżowej Jezusa stoją kobiety, które płaczą nad Jego losem. Widzą niewinnego człowieka skazanego na okrutną śmierć. Ich serca reagują współczuciem.
A jednak Jezus zatrzymuje się i mówi coś zaskakującego:
 „Nie płaczcie nade Mną, lecz nad sobą i nad waszymi dziećmi”.
Te słowa mogą nas poruszać, a nawet niepokoić. Dlaczego Jezus odwraca uwagę od swojego cierpienia?
Być może dlatego, że łatwo jest wzruszyć się losem innych, a trudniej zobaczyć prawdę o własnym życiu. Łatwo współczuć komuś z daleka, a trudniej dostrzec cierpienie tych, którzy są najbliżej nas.
Słowa Jezusa mogą być zaproszeniem, aby zatrzymać się i spojrzeć na nasze życie, na nasze rodziny i na nasze dzieci. Może warto uczyć się wrażliwości także wobec tych, którzy są najbliżej nas.
Mamy prawo przeżywać nasz ból i nasze trudności. Mamy prawo płakać nad tym, co w naszym życiu jest trudne – nad naszymi słabościami, nad błędami, nad cierpieniem naszych bliskich. Taki płacz może być początkiem prawdy, która prowadzi do przemiany serca.
Nie chodzi o użalanie się nad sobą ani o rozpamiętywanie własnych krzywd. Chodzi raczej o odwagę stanięcia w prawdzie, o dostrzeżenie własnego bólu i o okazanie sobie nawzajem takiej wrażliwości, jaką potrafimy okazać innym.
Uczmy tego także nasze dzieci – aby potrafiły być dobre dla siebie i dla innych. Bo dobro, którego uczymy się w naszych rodzinach, może przynieść owoce także w kolejnych pokoleniach.
Panie Jezu, naucz nas wrażliwości na cierpienie. Pomóż nam troszczyć się o nasze rodziny i wychowywać nasze dzieci w miłości, prawdzie i dobroci.
Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami.

Stacja IX Jezus upada po raz trzeci

– Kłaniamy Ci się, Jezu Chryste, i błogosławimy Tobie
– Żeś przez Krzyż i Mękę swoją świat odkupić raczył.
Jezus upada kolejny raz — jakby chciał nam pokazać, że słabość potrafi wracać właśnie wtedy, gdy czujemy się już dość pewni a droga staje się naprawdę wymagająca.
W naszym małżeństwie też tego doświadczamy.
Gdy dzieci opuszczają dom i zostajemy tylko we dwoje, to, co kiedyś przykrywał pośpiech i obowiązki, staje się bardziej widoczne: dawne żale, zniecierpliwienie, niewypowiedziane oczekiwania i poczucie osamotnienia.
Z czasem pojawiają się kolejne wyzwania: słabsze zdrowie, mniejsza energia i większa zależność od siebie nawzajem.
Właśnie teraz szczególnie potrzeba czułego spojrzenia — takiego, które podtrzymuje, a nie ocenia; które daje miejsce na słabość, a nie wypomina jej. Potrzeba miłości, która będzie pamiętać, że ważniejsze jest „my” niż „ja”, troskliwego zaopiekowania i zrozumienia zmian, jakie nam towarzyszą.
Jezu, który powstajesz z upadku, ucz nas wspierać się nawzajem mimo naszych słabości i różnic.
Wyzwól nas z ciężaru wzajemnych oczekiwań, abyśmy potrafili kochać się miłością przebaczającą i miłosierną.
Spraw, by bliskość z Tobą umacniała naszą małżeńską jedność i dodawała nam siły do powstawania z każdego upadku dnia codziennego.
Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami.

Stacja X Jezus obnażony z szat

– Kłaniamy Ci się, Jezu Chryste, i błogosławimy Tobie
– Żeś przez Krzyż i Mękę swoją świat odkupić raczył.
Jezus stoi obnażony, ogołocony ze wszystkiego, bezbronny, wystawiony na pośmiewisko. Nie miał nic do ukrycia, nie musiał niczego wstydzić się.
A Ty? Czy masz coś do ukrycia? Wstydzisz się czegoś przed współmałżonkiem?
Jezus wie o Tobie wszystko, tak jak o Samarytance która miała pięciu mężów. Przed nim nie musisz nic ukrywać, maskować się dla niepoznaki. Jemu możesz przynieść i oddać wszystko co cię zawstydza.
Każde małżeństwo jest obnażeniem prawdy o nas, współmałżonkach. W tak bliskiej relacji, muszą opaść wszystkie maski. Obnażenie fizyczne pozwala stać się jedno fizycznie. Obnażenie duchowe pozwala zrodzić jedność ducha i serca.
Udawanie, przywdziewanie masek pochłania dużo energii. Czy chcesz wciąż żyć w ciągłym lęku przed obnażeniem prawdy o sobie?
Gdy przyjmujemy małżonka bez masek, jesteśmy obrazem Boga który przyjmuje grzesznika.
Panie Jezu naucz nas życia bez masek, życia w prawdzie ze sobą, życia w prawdzie ze współmałżonkiem.
Naucz nas życia w prawdzie z Tobą.
Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami.

Stacja XI  Pan Jezus przybity do krzyża 

– Kłaniamy Ci się, Jezu Chryste, i błogosławimy Tobie
– Żeś przez Krzyż i Mękę swoją świat odkupić raczył.
Bezradność- znasz ten stan? znasz emocje, które mu towarzyszą? Co to w ogóle oznacza dla Ciebie- być bezradnym? Może kiedykolwiek w małżeństwie było dane Ci doświadczyć tak zwanego „dojścia do ściany”, sytuacji bez wyjścia, bez rozwiązania, bez opcji- sytuacji w której droga Żono straciłaś już wszelkie pomysły… A Ty drogi Mężu czy kojarzysz taki moment, w którym wydawało Ci się że, to już koniec?

Bezradność jest stanem bezsilności, rezygnacją, zaniechaniem działań. To bez wątpienia trudny moment dla związku małżeńskiego, który może dotknąć każdego- niezależnie od ilości wspólnie przeżytych lat, niezależnie od rodzaju i wagi problemu, który właśnie do tej bezradności doprowadził…

Prawdą jest jednak, że w bezradności objawia się nasze ograniczenie- to właśnie ta chwila w której po ludzku już NIC, nie da się zrobić. Zostaje tylko jedno- na nowo zaufać Bogu i uwierzyć, że dla Niego nie ma rzeczy niemożliwych, że On już dawno zna rozwiązanie tej sytuacji.
Panie Jezu ukrzyżowany, Ty który największego dzieła dokonałeś właśnie wtedy- gdy już nic nie mogłeś zrobić- naucz nas akceptować nasze ograniczenia. To Ty przez swą fizyczną Bezradność dokonałeś zbawienia świata- wzmocnij naszą wiarę w to, że dla nas- którzyśmy zaprosili Cię do naszych małżeństw, nie ma sytuacji bez wyjścia.
Bo moc w słabości się doskonali
Bo nadzieja w bezradności się doskonali
Bo małżeństwo w trudnościach się doskonali – Dzięki Tobie…
Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami.

STACJA XII Śmierć Jezusa

Kłaniamy Ci się, Jezu Chryste, i błogosławimy Tobie
– Żeś przez Krzyż i Mękę swoją świat odkupić raczył.

Wykonało się. Umarła Miłość. Czy nie ma już nadziei?
Mężu, Żono pamiętasz to pytanie: „Czy chcecie wytrwać w tym związku w zdrowiu i chorobie, w dobrej i złej doli, aż do końca życia?”
A słowa przysięgi małżeńskiej? „… oraz to, że Cię nie opuszczę, aż do śmierci…”
O jakiej śmierci mowa? O tej codziennej, bo umieram ze strachu i lęku o Twoje Mężu, Żono zdrowie i życie, kiedy widzę, że szukasz pocieszenia w kolejnych sukcesach, alkoholu, hazardzie, grach komputerowych, pornografii.
Wystarczy. Wystarczy ci mojej łaski – mówi Pan, bo „Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich.”
Jest NADZIEJA – „Możesz zaufać, że On umarł za ciebie. Że ty nie musisz umierać.”
„To jest moje przykazanie abyście się wzajemnie miłowali, tak jak ja was umiłowałem. 
(…) Ja was wybrałem i przeznaczyłem was na to, abyście szli i owoc przynosili, i by owoc wasz trwał – aby Ojciec dał wam wszystko, o cokolwiek Go poprosicie w imię moje.”
Żono, Mężu poproś teraz, w tym momencie Jezusa, aby pomimo trudności, zranień, zdrady, czy kłamstwa nie umarła w was Miłość Chrystusa.
Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami.

Stacja XIII Jezus zdjęty z krzyża

– Kłaniamy Ci się, Jezu Chryste, i błogosławimy Tobie
– Żeś przez Krzyż i Mękę swoją świat odkupić raczył.
Patrzymy na Jezusa zdejmowanego z krzyża.
 Jego ciało jest poranione i bezwładne.
Ktoś bierze je z wielką delikatnością.
Za chwilę spocznie w ramionach Maryi. Ona nie pyta już: dlaczego. Nie wypomina.
 Po prostu przyjmuje swojego Syna.
Miłość zostaje.
 Nawet wtedy, gdy wszystko wygląda jak przegrana.
Podobne chwile zdarzają się także w życiu małżeńskim.
 Chwile zmęczenia, ciszy i niezrozumienia.
 Chwile, w których trudno znaleźć dobre słowo.
A przecież na początku było inaczej.
 Była wdzięczność za dar drugiego człowieka, troska o siebie i pragnienie, aby wspólnie budować miłość przed Bogiem.
Z czasem jednak codzienność przynosi zmęczenie i napięcia.
 Bywa, że zamiast zdejmować z siebie ciężary dnia, dokładamy sobie kolejne – słowem, milczeniem, brakiem cierpliwości.
Jezu, ile razy w małżeństwie brakuje czułości, zrozumienia i prostego słowa: „przepraszam”.
Dziś patrzymy na Maryję, która bierze w ramiona poranione ciało Jezusa. Nie odwraca się od Jego ran.
Takiej miłości potrzebuje także każde małżeństwo – miłości, która potrafi przyjąć drugiego także wtedy, gdy jest zmęczony i zraniony.
Bo prawdziwa miłość nie odchodzi wtedy, gdy jest najtrudniej.
Panie, spraw, abyśmy w chwilach trudnych nie oddalali się od siebie,
 lecz jeszcze bardziej zbliżali się do Ciebie i do siebie.
Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami.

Stacja XIV Jezus złożony do grobu

– Kłaniamy Ci się, Jezu Chryste, i błogosławimy Tobie
– Żeś przez Krzyż i Mękę swoją świat odkupić raczył.
Przyjaciele Jezusa składają Go w grobie, u wejścia zataczają kamień. Zapada cisza. 
W tej ciszy nadejdzie zmartwychwstanie.
Jesus umarł za nasze grzechy. A co my robimy z jego ofiarą, czy potrafimy ją przyjąć, podziękować naszym życiem? 
Jak wyglądają relacje w naszym małżeństwie, rodzinie. 
Czy potrafimy sobie dziękować?
Czy przytłoczeni obowiązkami, popadamy w rutynę, obojętność, sami uśmiercamy naszą miłość brakiem czasu, cierpliwości, rozmowy?
Twoje zmartwychwstanie daje nam nadzieję na przemianę naszego życia.
Za brak ciepła, życzliwości w małżeństwie i rodzinie przepraszamy Cię Panie.
Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami.

Zakończenie
Panie Jezu, przeszliśmy z Tobą drogę krzyża, patrząc na nasze małżeństwa i rodziny w świetle Twojej miłości. Dziękujemy Ci za to, że jesteś obecny w naszych trudnościach, słabościach i upadkach. Spraw, abyśmy wracając do codzienności, potrafili kochać się bardziej cierpliwie, przebaczać szybciej i nigdy nie tracić nadziei. Niech Twoje zmartwychwstanie przypomina nam, że z Tobą nawet najtrudniejsza droga może prowadzić do życia i odnowionej miłości.