Miałem wizję piekła

Zły duch i jego wpływ na człowieka, wizja piekła, los potępionych
Awatar użytkownika
0bcy
Posty: 3
Rejestracja: 27 lut 2021, 16:59
Wyznanie: katolicyzm
Płeć:

Nieprzeczytany post

Witam wszystkich, z góry przepraszam za trochę Clickbajtowy tytuł, jednak jest on w dużej mierze prawdziwy - jednak nie o samo piekło tu chodzi, tylko o to, jak pogodzić wieczność w piekle z jakąkolwiek sprawiedliwością i miłością a tym bardziej Bożą.

Było to pytanie, które kiedyś sobie zadawałem: "Jak to jest, że mamy Boga sprawiedliwego i miłosiernego, który jednak dopuszcza to, że ludzie trafiają do piekła i to na całą wieczność". Czy to w ogóle jest sprawiedliwe? Czy naprawdę da się pogodzić piekło jako karę wieczną z jakąkolwiek sprawiedliwością? No mnie to kiedyś nie dawało spokoju i było to coś co mi w pewnym stopniu bardzo nie pasowało katolickiej do wizji Boga oraz całej religii. No i jak pewnego wieczoru o tym rozmyślałem, miałem sen, który myślę nie był przypadkowy, a który pozwolił mi nie tylko wszystko zrozumieć, ale i ostatecznie umocnić mnie w wierze - wierzę w to, że był on nieprzypadkowy.

A oto jego treść:

Sen zaczął się od tego, że stałem w nieskończenie wielkim pokoju, rozciągał się on w nieskończoność. Mimo tego, że wiedziałem, że pokój jest nieskończenie wielki czułem się w nim jakoś ciasno i miałem trochę poczucie umiarkowanego klaustrofobicznego lęku (taka ciekawostka na dzień dobry). No i jak to w takich snach bywa muszą być w nich trzy drzwi, tak było i tym razem. Kiedy znalazłem się przed pierwszymi drzwiami, drzwi otworzyły się. W pokoju było coś co bardzo trudno mi jest określić, w pewnym sensie można powiedzieć, że pokój po brzegi był wypełniony czymś na kształt lawy, albo rozgrzanej do biało-czerwoności płynnej stali. Oczywiście jest to porównanie, nie była to ani lawa ani żadna płynna stal. Mimo, że drzwi były otwarte a pokój był tego pełen aż po sam sufit, nie wypływało to na zewnątrz. Wiedziałem, że jakbym tego dotknął końcówką palca to ból byłby większy niż można to opisać za pomocą jakiegokolwiek porównania. No i wtedy nieoczekiwanie z tego pokoju wychodzi Jezus. gdy już z tego pokoju wyszedł to nagle zrozumiałem, że Jezus przebywał w tym pokoju nieustannie przez większą część mojego życia, a to coś co było w tym pokoju było pewną reprezentacją mojego grzechu, który nieustannie zadawał Mu ból. Zrobiło mi się tak strasznie żal i wstyd, że nie byłem w stanie nic mówić ani nawet spojrzeć Mu w oczy. Wstyd powodował mi taki ból, że w pewnym sensie czułem się jakbym był w płonącym budynku, z którego muszę uciec bo nie będę to w stanie wytrzymać będąc w środku. Im dalej uciekniesz od płonącego budynku tym mniej dosięgną cię jego płomienie - takie coś czułem - chciałem uciekać od Jezusa i być od niego jak najdalej, by jak najmniej odczuwać żal i wstyd za to co zrobiłem. Wtedy otworzyły się drogie drzwi. Było to piekło oraz moje miejsce w nim przygotowane specjalnie dla mnie. Wbrew pozorom nie było to nic "wyrafinowanego". Była tam ciemność i przygotowany stos do którego miałbym być na wieczność przywiązany, i który miał wiecznie płonąć. Nie widziałem tam innych potępionych czy żadnych demonów. Jedyną "ciekawą" rzeczą, która tam była (choć która mnie w ogóle w żadne sposób wtedy nie obchodziła) było to, że była to jakaś inna ciemność niż ta którą znamy na ziemi - tam ciemność ta była jakby "gęsta" - tak, że jeżeli świeciłbym w nią latarką światło nie byłoby się w stanie przebić na dalej niż 2 - 3 metry. Była to ciemność nie taka przez którą się przechodzi tylko taka przez którą trzeba się przedzierać niczym przez bagno czy coś w tym stylu. Jednak nie o opisu tego jak to piekło wyglądało tutaj chodzi. Chodzi o to co wtedy poczułem. Wiecie co poczułem, kiedy otwarły się drzwi z moim piekłem? Otóż tak bardzo było mi wstyd tego co zrobiłem, że chciałem jak najszybciej uciec sprzed oczu Jezusa, gdzieś gdzie go nie ma nawet jeżeli byłoby to piekło. Wiedziałem, że jeżeli tam wejdę już nigdy nie wyjdę, wiedziałem, że będę tam cierpiał tak bardzo, że nie będę w stanie tego wytrzymać i że będzie to trwało wieczność. Jednak odczuwałem też wewnątrz pewne porównanie - czułem, że ból, który będę zaznawał na stosie byłby nieporównywanie mniejszy niż ten, który wyrządziłem Jezusowi swoim grzechem. Czułem, że jakbym był w piekle tysiąc lat to "suma bólu" (jeśli można to tak nazwać) i tak byłaby nieporównywanie mniejsza niż ból, który przeze mnie czuł Jezus w ciągu jednej sekundy, a Jezus nie cierpiał prze mnie sekundy tylko wiele, wiele lat. Odnosiłem wewnętrze wrażenie że "suma bólu" którą odczuje w nieskończoności będzie mniejsza niż "suma bólu", której Jezus doznał przez mnie w trakcie mojego życia. Tak więc mając to wszystko w świadomości byłem kierowany z jednej strony wstydem tego co robiłem, a z drugiej strony pragnieniem sprawiedliwości, chciałem wbiec do tego piekła jak najszybciej, aby sprawiedliwość zaczęła się dziać od razu. Kiedy już miałem wbiegać do środka Jezus powiedział: "Widziałem jak bardzo żałowałeś tego co robiłeś, nie musisz tam wchodzić". Wtedy w ciągu sekundy cały wstyd, żal zniknęły jak ręką odjął, mam wrażenie, jakbym zapomniałem o wszystkim złym co zrobiłem i co to spowodowało. Wtedy otworzyły się trzecie drzwi. Były w nich schody do góry. Jezus poszedł pierwszy a ja szedłem za nim, oczywiście były tam trzy piętra przez, które musieliśmy przejść (przy czym nie wiedziałem dokąd te schody prowadzą, nie miałem wrażenia że zostanę zbawiony ani nic z tych rzeczy), kiedy szliśmy do góry i już prawie weszliśmy na drugie piętro zrobiłem się strasznie słaby, Jezus odwrócił się i tylko na mnie patrzał a ja zacząłem spadać ze schodów i sturlałem się do połowy drugiego piętra. Zacząłem robić się coraz słabszy i słabszy i słabszy i jak ostatnia resztka sił mnie opuściła wtedy się obudziłem.

I teraz kilka uwag. Wiem, że jednej strony był to "tylko sen" ale wierzę że sen ten nie był przypadkowy, jednak tak jak zaznaczyłem był to tylko sen. Co więcej, nie pasuje mi w nim kilka rzeczy - np nie pasuje mi w nim to, że ja wchodząc do piekła choć miałbym tam cierpieć katusze doznawałbym pewnego rodzaju ulgi za to, że nie musze przebywać przy Jezusie, którego tak skrzywdziłem i że nie będę odczuwał tego wstydu związanego z przebywaniem przy nim a o ile się orientuje w piekle nie ma żadnego rodzaju ulgi od niczego - co więcej potępieni w piekle w różnych wizjach mieli przeklinać Boga a ja w "moim" piekle pomimo cierpienia miałbym mu być w pewien sposób wdzięczny za to że doznaje swojego rodzaju sprawiedliwości a takie odczucie w piekle też raczej nie występuje (radości z dziejącej się sprawiedliwości pomimo że jest pełna ogromnego bólu). Jednak pomimo tego sen ten pozwolił mi odpowiedzieć na pytanie "Jak to możliwe że mamy sprawiedliwego i miłosiernego Boga a mimo to ludzie trafiają na wieczne męki do piekła". Nie tylko poznałem odpowiedź na to pytanie ale i ją zrozumiałem. Mówiąc tak po naszemu kara piekła jest sprawiedliwa dlatego, że człowiek popełniając grzech przeciwko nieskończonej dobroci popełnia nieskończenie wielki zło. A człowiek, który jest "skończony"/ograniczony - nie jest w stanie w skończonym czasie "odpracować"/odcierpieć zła które wyrządził. Aby kara dopuszczenia się nieskończonego zła była sprawiedliwa to kara też musi być nieskończona - to jest właśnie sprawiedliwość i to elementarna. To jest sprawiedliwe i to po tym śnie zrozumiałem. A na czym polega nieskończone Boże miłosierdzie? No na tym, że nawet jeżeli dopuścimy się nieskończenie wielkiego zła to Bóg to nieskończone zło jest nam w stanie wybaczyć a tylko nieskończona miłość może wybaczyć nieskończone zło. W moim śnie nie było tak, że uważałem, że choć popełniłem błędy nie zasługiwałem na piekło a zły Bóg każe mi tam iść, to ja sam chciałem iść do piekła bo czułem i rozumiałem że jest to sprawiedliwe i chciałem trafić tam jak najszybciej by jak najszybciej przestać odczuwać wstyd związany z faktu przebywania przy Jezusie którego tak skrzywdziłem, chciałem jak najszybciej trafić gdzieś gdzie nie ma Boga by przestać odczuwać ten wstyd... a jedynym miejscem bez Boga było piekło i z poczucia wstydu i sprawiedliwości chciałem tam trafić.

Długo trzymałem ten sen dla siebie (podzieliłem się nim dosłownie z paroma osobami) ale jakiś czas temu po wykładzie teologa dr. Jana Przybyła zrozumiałem, że katolicy po to doznają różnych rzeczy, aby dzielić się nimi z innymi, bo być może coś co dla nas jest zwykłe/dziwne/niecodzienne - może trafić do kogoś kto tego potrzebuje.

Tak więc opisuje mój sen, bo być może przeczyta go ktoś kto ma problem z wiarą polegający na odczuwaniu pozornej sprzeczności nieskończonego cierpienia w piekle z Bożą miłością i sprawiedliwością. To nie jest sprzeczność - co więcej, nie może być inaczej. Sprawiedliwość wymaga istnienia piekła a nieskończone Boże miłosierdzie może wybaczyć i odpuścić nieskończenie wysoką karę.

Z panem Bogiem.

Nie wiem czy opisałem wszystko wystarczająco jasno, jeżeli macie pytania chętnie odpowiem, jednak zaznaczam, że choć sen ten pamiętam bardzo dobrze to miałem go z 10 lat temu jak nie więcej.
Logan

Nieprzeczytany post

Drobna dygresja. Nie wiem czy "nieskończoności zła" jakie może popełnić człowiek jest poprawne, jednak skutki zła mogą być niemożliwe do naprawy przez człowieka np. zabójstwo.

Dodam jeszcze trochę teologii, tłumaczącą istotę piekła:
Potępienie to wieczne oddalenie od Boga. Jest ono rezultatem grzechu, który niszczy jedność z Bogiem. Kto umiera pogrążony w grzechach śmiertelnych, za które nie żałuje, ten będzie na zawsze oddalony od Boga, ponieważ przez swoje w pełni świadome i dobrowolne upadki zniszczył w sobie łaskę miłości Bożej, łaskę zjednoczenia z Nim.

Los potępionych zmieniłyby się zapewne, gdyby— porzuciwszy swoją nienawiść — szczerze pokochali Boga i zbawionych, gdyby zaczęli żałować za swoje grzechy i chcieli Mu wynagrodzić miłością za swoją nienawiść. Taka przemiana nie może się jednak dokonać po śmierci w tych, którzy przed odejściem z tego świata nie żałowali za swoje grzechy z miłości do Boga, którzy umarli w nienawiści, pozbawieni łaski Bożej miłości. Kto aż do śmierci odrzucał łaskę Bożą, nie chciał się nawrócić i pokochać Go, ten będzie pozbawiony tej łaski także po śmierci, ten skostnieje na zawsze w swym egoizmie i nienawiści, która osiągnie swoją pełną dojrzałość.

Bóg nie chce bez końca, przez całą wieczność, przymuszać człowieka do miłości, do przyjaźni ze sobą, ponieważ szanuje naszą wolność i decyzje. W czasie ziemskiego życia każdy otrzymuje wystarczająco dużo łaski, by — współdziałając z nią — osiągnąć wieczne zbawienie. Kto swoimi świadomymi i dobrowolnymi grzesznymi decyzjami niszczy w sobie dar Bożej miłości, ten skazuje się na wieczną nienawiść i związane z nią cierpienie, czyli skazuje siebie na wieczne potępienie. Wieczne piekło to rezultat uporu człowieka, który w swej pysze wzgardził Bożym zaproszeniem do przyjaźni i postanowił uformować swoje istnienie na nienawiści.
Ks. dr. Michał Kaszowski
https://www.teologia.pl/m_k/zag08-6.htm#2
Ostatnio zmieniony 27 lut 2021, 21:38 przez Logan, łącznie zmieniany 1 raz.
Awatar użytkownika
Magnolia
Posty: 3160
Rejestracja: 29 sty 2021, 11:31
Wyznanie: katolicyzm
Podziękował/a: 1200
Podziękowano: 1564
Płeć:

Nieprzeczytany post

Dziękuję Obcy, że się z nami podzieliłeś swoim snem. Myślę, że on jest najważniejszy dla Ciebie, bo Ty dzięki niemu coś ważnego zrozumiałeś. A to tylko pokazuje, ze Bóg dobiera różne ścieżki by dotrzeć do człowieka.

Pewna siostra zakonna napisała taki list do prostytutek, żeby pamiętały o tym, że nic nie odzieli je od Miłości Jezusa, oraz że po śmierci by śmiało skierowały się do Jezusa, i nie poddały się pokusie myślenia że nie sa warte miłości Boga.
Przytaczam to, bo czytając o tym wielkim wstydzie w Twoim śnie, a także podobnie wielkie wyrzuty sumienia mogą nas wpędzić w nie lada tarapaty, jeśli damy im wiarę... a trzeba pamietać o jednym, że Jezus nas tak kocha że zgładził nasze grzechy, więc czeka na nas z miłością. Naszą rolą jest przyjść ze skruszonym sercem, ale także z ufnością.
W każdym położeniu dziękujcie 1 Tes 5, 18
QVX
Posty: 252
Rejestracja: 28 lut 2021, 6:31
Wyznanie: katolicyzm
Podziękował/a: 83
Podziękowano: 17
Płeć:

Nieprzeczytany post

Jeżeli ktoś poszedł do Piekła to oznacza, że chciał tam pójść. Człowiek ma wolną wolę również po śmierci. To jest wybór człowieka, który już tutaj na Ziemi wybiera gdzie trafi poprzez swoje grzechy popełnione myślą, mową, uczynkiem i zaniedbaniem. Człowiek nie jest szczęśliwy w Piekle, ale jest tam bardziej szczęśliwy niż byłby z Bogiem. Bóg pozwala odejść od Siebie człowiekowi, bo go kocha. To jest tak jak z ludźmi. Chyba nikt z nas nie chciałby być z osobą, która nie chciałaby z nami być. Nie można zmuszać do miłości, bo to wtedy nie byłaby miłość. Niebo to Bóg a Bóg to Miłość. Bóg cierpi (o ile w ogóle można powiedzieć, że Bóg potrafi cierpieć), jeżeli ktoś od Niego odchodzi. To jak u ludzi. Kochamy kogoś, ale ten ktoś nas nie. Pozwalamy mu odejść, ale cierpimy. Ktoś odrzuca naszą miłość bo uważa, że gdzieś indziej i z kimś innym będzie mu lepiej. Niestety nie zawsze tak jest. Ja zastanawiam się nad czymś innym. Co na końcu czasów stanie się z Czyśćcem i czy dusze potępione będące w Piekle również otrzymają doskonałe ciało jak dusze niebiańskie czy Zmartwychwstały Chrystus?
Ostatnio zmieniony 28 lut 2021, 20:10 przez QVX, łącznie zmieniany 1 raz.
Awatar użytkownika
esperanza
Posty: 470
Rejestracja: 10 lut 2021, 19:45
Wyznanie: katolicyzm
Podziękował/a: 496
Podziękowano: 418
Płeć:

Nieprzeczytany post

0bcy pisze: 27 lut 2021, 21:00 Witam wszystkich, z góry przepraszam za trochę Clickbajtowy tytuł, jednak jest on w dużej mierze prawdziwy - jednak nie o samo piekło tu chodzi, tylko o to, jak pogodzić wieczność w piekle z jakąkolwiek sprawiedliwością i miłością a tym bardziej Bożą.
Piękny sen ! Myślę, że jest w nim dużo prawdy i że nie był przypadkowy.
"Wystarczy ci mojej łaski. Moc, bowiem w słabości się doskonali”. (2Kor 12, 9).
ODPOWIEDZ