Forum religijne o prawdach wiary, wierze i życiu katolickim. Rozmawiamy o narzeczeństwie i małżeństwie, Kościele i religii. Eucharystia jest centrum naszej wiary, a liturgią jesteśmy żywo zainteresowani.
Jacek K pisze: ↑12 lut 2025, 15:40
Po co Powielać przykazania
Co to znaczy powielać przykazania i kto te przykazania powiela oraz w jaki sposób?
Jacek K pisze: ↑12 lut 2025, 15:40
6 przykazanie odnosi się do ludzi którzy cudzołożą nie ma to nic wspólnego z "łózkiem".
W języku polskim tak sie tłumaczy i jest to związane z łóżkiem, w innych kulturach będzie to mata, posłanie itp. i tłumaczenie w innych językach będzie brzmiało jako np. "złamanie małżeństwa" więc wiadomo o co chodzi.
Jacek K pisze: ↑12 lut 2025, 15:40
A jednak ten jeden paragraf jest źle odczytany i przekazywany z roku na rok przez tak wiele lat i robi to kościół.
Wytłumacz więc jak powinien być odczytywany "ten paragraf" a przy okazji zwróć uwagę na ortografię.
Drogę moją do was niech utoruje sam Bóg, Ojciec nasz, i Pan nasz Jezus!
1 Tes 3,11
Zdarzyła się księdzu jakaś wpadka/pomyłka/wtopa w posłudze o której chciałby opowiedzieć - mam na myśli głównie sytuacje związane z celebrowaniem mszy, prowadzeniem nabożeństw, choć inne "zawodowe" też mogą być ;D
Krnabrny pisze: ↑13 lut 2025, 18:01
Zdarzyła się księdzu jakaś wpadka/pomyłka/wtopa w posłudze
No oczywiście, ze tak.
Przed wielu laty, jak byłem młody na pewnym pogrzebie.
Na pogrzeb przyszło dość dużo ludzi ale w kościele tylko garstka ludzi cos tam się odzywała. Więc na koniec kazania powiedziałem, ze po to przychodzimy na pogrzeb bo wierzymy w zmartwychwstanie, chcemy tez podziękować Bogu za to życie itp. i wyrażamy to przez czynne uczestnictwo we Mszy sw. śpiewając i modląc się.
Po pogrzebie podchodzi do mnie wdowa i mówi, ze jej mąż był głuchoniemy, jego rodzina tez, no i na pogrzebie byli także jego koledzy i koleżanki z pracy.
Poczułem się trochę głupio.
Drogę moją do was niech utoruje sam Bóg, Ojciec nasz, i Pan nasz Jezus!
1 Tes 3,11
Wytłumaczyć mogę tyle że słowo łożyć oznacza dawać coś człowiekowi materialnie, wspomagać go w życiu "łożyć na kogoś"- utrzymywać go. Natomiast cudzołożć dawać drugiej osobie nie swoje rzeczy. To tak jakgdyby zabrać i dać nie swoją rzecz.
Dodano po 15 minutach 52 sekundach:
Nie myślę w tym temacie o rodzinie gdzie dobytek jest wspólny i rozdzielany przez głowę rodziny. Natomiast gdy dzieci są już duże mogą nie rozumieć tego słowa, na wszystko trzeba pracować i podstawowe zasady funkcjonowania w społeczeństwie zdobywa się z wiekiem i wychowaniem. Prawo Boże też powinno być znane, ponieważ nikt nie chce być ofiarą tych którzy nie przestrzegają. Cudzołożyć to tak jak w starym testamencie składano ofiary z cielców obcym bogom takim jak "Baal"
Dodano po 4 minutach 55 sekundach:
A oto księga w której pisze. 1 królów rozdział 18 werset 25-29 18:25-29
Dodano po 19 minutach 52 sekundach:
Tak jest to dziesięć przykazań ma go przestrzegać człowiek. Lecz to jedno przykazanie czyli 6 nie cudzołóż jest wymyślone przez księży i kto wie czy nie trwa od Mojżesza do Chrystusa aż po obecny rok 2025. Tak jak napisałem składane były ofiary do obcego Boga 1 królów 18:25-29. Kościół ma Chrystusa i nim wszystko usprawiedliwia. Trzeba też pamiętać że przed Chrystusem Był Bóg Ojciec który objawił się w krzaku jako ogień który go nie spalał. "Jestem który Jestem" Nie wiem jak odnieść to przykazanie prawa dekalogu do życia codziennego człowieka. Ale łożyć to napewno nie oznacza spać z kimś. A cudzołożyć nie oznacza zdradzać męża lub żonę.
Jacek K pisze: ↑19 lut 2025, 16:10
Wytłumaczyć mogę tyle że słowo łożyć oznacza dawać coś człowiekowi materialnie, wspomagać go w życiu "łożyć na kogoś"- utrzymywać go. Natomiast cudzołożć dawać drugiej osobie nie swoje rzeczy. To tak jakgdyby zabrać i dać nie swoją rzecz.
"łożyć" pochodzi od "łoże" i w skrócie oznacza "kłaść".
"łoże, łożysko; »łoże u strzelby« (stąd ruskie łoża); podłoże; łożny, »łożna niemoc«, ‘tyfus’, łożnica (zawsze tak w 17. w.; dziś po narzeczach); drugie tegoż znaczenie: ‘sypialnia’; nałożnica. Dziś zdrobniałe łóżko zastąpiło łoże. P. lec i łożyć. Grec. lechos, ‘łoże’ (z inną samogłoską), łac. lectus, skąd też i lektyka: »łóżko noszące (tak wedle dawnej składni!) my zowiemy kolebka«, Mączyński, r. 1564; grec. alochos = cerk. sąłog (‘żona’; są- znaczy ‘razem, spół’, por. sąsiad). Języki lit. nie zachowały tego pnia aryjskiego, u nas i u Niemców (legen, liegen, Lage, Lager, i t. d.) najliczniej się przedstawiającego; por. dalej homerowe lekto, ‘legł’, iryjskie lige, ‘łoże’. Lit. pa-legis, ‘połóg’ (?)."
Powielają przykazanie w tym przypadku księża. To o którym pisze w tym forum. Powielają w ten sposób że ludzie tego słuchają nie wiedząc że jest błędne bo przecież uczony dusz pasterz tak powiedział. Powielane mam na myśli usłyszane a nie jeden człowiek słucha mszy.
@Jacek K, nie rozumiem czy Ty pytasz księdza czy stwierdzasz cos? Nie podałeś do tej pory argumentów, które mogłyby potwierdzać Twoją tezę, jakoby to przykazanie było wymyślone przez księży.
Drogę moją do was niech utoruje sam Bóg, Ojciec nasz, i Pan nasz Jezus!
1 Tes 3,11
A ja mam dość takie wstydliwe pytanie do księdza... jako nastolatka miałam problem z masturbacją. Ale od jakiś 15 lat nie mam do czynienia z tym grzechem, brzydzę się nim. Aż do wczoraj - ale w miarę szybko się opamiętałam. Jednak dziś się obudziłam z ogromnym wstydem. Nie wiem jednak czy mam grzech.. teraz czuję wstręt do siebie i na pewno powiem o tym podczas spowiedzi.
Ostatnio zmieniony 03 mar 2025, 8:14 przez Koss, łącznie zmieniany 1 raz.
„Błogosławieni, którzy w Panu umierają – już teraz.
Zaiste, mówi Duch, niech odpoczną od swoich trudów,
bo ich czyny idą wraz z nimi.”
Nie wpadajmy w taki rygoryzm, który nic dobrego nie przynosi.
Post czy wstrzemięźliwość od pokarmów mięsnych ma służyć naszemu dobru duchowemu.
Niejedzenie mięsa nie jest sztuką dla sztuki, ma być ono wyrazem naszej pokuty, rezygnacji z tego co lubię, pomocą w mojej pracy nad sobą.
Ostatnio zmieniony 10 mar 2025, 16:06 przez Magnolia, łącznie zmieniany 2 razy.
Drogę moją do was niech utoruje sam Bóg, Ojciec nasz, i Pan nasz Jezus!
1 Tes 3,11
Szczęść Boże, jak reagować gdy ktoś mówi że Bóg nie istnieje? raczej nie jestem obeznana w tematach teologicznych by udowadniać że jednak istnieje. Więc proszę o jakieś podpowiedzi jak reagować w takiej sytucji.
„Błogosławieni, którzy w Panu umierają – już teraz.
Zaiste, mówi Duch, niech odpoczną od swoich trudów,
bo ich czyny idą wraz z nimi.”
Koss pisze: ↑17 mar 2025, 18:42
Szczęść Boże, jak reagować gdy ktoś mówi że Bóg nie istnieje?
Przyjąć to do wiadomości, coraz częściej spotykamy się z ludźmi, którzy są ateistami, deistami, agnostykami. Nic na to nie poradzisz.
Koss pisze: ↑17 mar 2025, 18:42
raczej nie jestem obeznana w tematach teologicznych by udowadniać że jednak istnieje.
Ty nic nie musisz udowadniać i zagłębiać się w jakieś teologiczne dysputy, oczywiście możesz powiedzieć dlaczego wierzysz, co jest dla Ciebie ważne itd..
Najważniejsze ze udowodnisz, iż Twoja wiara w Boga jest spójna z tym jak żyjesz. Będziesz wtedy wiarygodna i to bardziej przemówi do ateisty niż jakieś bardzo mądre, przeintelektualizowane wywody.
W życiu chrześcijańskim najważniejsza jest praktyka a nie teoria.
Drogę moją do was niech utoruje sam Bóg, Ojciec nasz, i Pan nasz Jezus!
1 Tes 3,11
Szczęść Boże
Ostatnio wpadłam na dosyć dziwne pytanie tzn. czy w momencie posiadania wątpliwości dot. jakiś poważnych spraw można opierać się na jedynie swoich rozmyślaniach (opartych na doświadczeniu życiowym, własnej wiedzy, intuicji, sumieniu i na prawdopodobienstwie, ale bez siegania bezpośrednio do Katechizmu czy własnie do osoby znającej teologię)
I jak sama uważam, że oczywiście mogę jedynie na swojej opinii polegać i no i Katechizm mówi o sumieniu, i przecież nikt normalny co każdą wątpliwość nie pyta się jak to jest innej osoby.
I jak już miałabym swoją własną odpowiedź na to pytanie, to tak technicznie wpadłam na pomysł, że może potrzebuję jeszcze większego potwierdzenia, że ja dobrze myślę. Bo inaczej to mi to nie da spokoju, po mimo no dosłownie wszystkich znaków, że dobrze myślę.
Uważam, że to pułapka myśleniowa, ale nie mam pojęcia jak z tego wyjść.
Pisałam już kiedyś o moich myślach. Ja uważam, że moje sumienie mi rewelacyjnie podpowiada, tylko problem mam z myśleniem. Najczęściej mam myśl czy to grzech, ale ja już od razu intuicyjnie, we wnętrzu wiem, że to przecież nie będzie grzechem. Dlaczego o tym piszę? Ja wiem, że Bóg jest miłosierny, ja jestem przekonana, że absolutnie nie chce, abym się tym zadręczała. Ale jak ja mam wyjść z błędnego myślenia? Gdzie źle myślę? Może się okazuje, że moja sama czysta intuicja, sumienie wystarczają do rozeznania wątpliwości? (a myślę aktualnie, że nie).
Może tkwię w tej pułapce myśleniowej, że MUSZĘ mieć pewność..
Więc czy jestem skrupulantem? Uważam, że we wnętrzu nie, na zewnątrz.. tak. Jakkolwiek to brzmi
Felis pisze: ↑19 mar 2025, 14:44
Ostatnio wpadłam na dosyć dziwne pytanie tzn. czy w momencie posiadania wątpliwości dot. jakiś poważnych spraw można opierać się na jedynie swoich rozmyślaniach (opartych na doświadczeniu życiowym, własnej wiedzy, intuicji, sumieniu i na prawdopodobieństwie, ale bez siegania bezpośrednio do Katechizmu czy własnie do osoby znającej teologię)
Bardzo dobre pytanie. Jak najbardziej można opierać się na tym wszystkim co opisałaś. Jeśli masz ukształtowane sumienie przez modlitwę, sakramenty i Słowo Boze to nie musisz ciągle pytać się kogoś, kto jest teologiem.
Felis pisze: ↑19 mar 2025, 14:44
Ja uważam, że moje sumienie mi rewelacyjnie podpowiada, tylko problem mam z myśleniem. Najczęściej mam myśl czy to grzech, ale ja już od razu intuicyjnie, we wnętrzu wiem, że to przecież nie będzie grzechem.
Patrz wyżej. No chyba ze, masz sumienie szerokie jak stodoła. Jak zbyt wąskie to wtedy możesz nabawić się skrupułów.
Felis pisze: ↑19 mar 2025, 14:44
Ja wiem, że Bóg jest miłosierny, ja jestem przekonana, że absolutnie nie chce, abym się tym zadręczała.
Napisz to sobie na kartce i naucz się na pamięć.
Drogę moją do was niech utoruje sam Bóg, Ojciec nasz, i Pan nasz Jezus!
1 Tes 3,11
Szczęść Boże!
Mamy pytanie do Księdza, otóż wykonujemy pamiątki personalizowane na różne okazje i pewien klient zamówił u nas upominek z okazji "ślubu" pary homoseksualnej z życzeniami mówiącymi o małżeństwie. Czy w świetle nauki Kościoła Katolickiego wykonanie takiego upominku byłoby grzechem? Czy należy za wszelką cenę odmówić realizacji takiego zamówienia?
Z góry dziękujmy za odpowiedź.
Bóg zapłać.
W Pierwszym Liście do Koryntian (1 Kor 6, 9–10)
„Czyż nie wiecie, że niesprawiedliwi nie posiądą królestwa Bożego? Nie łudźcie się! Ani rozpustnicy, ani bałwochwalcy, ani cudzołożnicy, ani rozwiąźli, ani mężczyźni współżyjący z sobą, ani złodzieje, ani chciwi, ani pijacy, ani oszczercy, ani zdziercy nie odziedziczą królestwa Bożego”.
Jak widzimy sw. Paweł w katalogu grzechów obok homoseksualizmu wylicza także inne grzechy. Konsekwentnie musielibyśmy odmawiać świadczenia usług cudzołożnikom, pijakom itd.
Inna sprawa to rozróżnienie między tolerancją a akceptacją. Ty jako chrześcijanin nie możesz tego akceptować, możesz jedynie tolerować.
Pismo Święte i nauka Kościoła mówią, ze ostateczną instancją jest Twoje sumienie. Jeśli dla Ciebie jest to problem nie do przeskoczenia możesz odmówić wykonania tej usługi.
A tak dla przykładu z mojego podwórka. Przed kilku laty wynająłem mieszkanie parze homoseksualnej. Parafia wybudowała kilkadziesiąt mieszkań i je wynajmuje. Niektórzy mieli jakieś obiekcje co do tego, powiedziałem, ze homoseksualiści to tez ludzie, muszą gdzieś mieszkać i sprawa została zamknięta.
Drogę moją do was niech utoruje sam Bóg, Ojciec nasz, i Pan nasz Jezus!
1 Tes 3,11
Szczęść Boże, Ja również mam do księdza pytanie i na wstępie napiszę, że zdaję sobie sprawę z tego, że pytanie jest trudne Jestem w szczęśliwym związku małżeńskim z mężem już blisko 8 lat. Nie mamy jako takich „problemów” , szanujemy się wzajemnie, jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi. Niepokój zaczął się tuż po ślubie, na początku bagatelizowany przez dłuższy czas. Później okazało się że nie możemy mieć dzieci. Przez 3 lata badaliśmy się aż w końcu padła diagnoza po stronie męża. Nie powiem że nie było tak żebym nie pomyślała sobie że z kim innym mogłabym mieć dziecko a z nim nie i żebym nie zwątpiła w związek. Chwilami było mi ciężko ale ostatecznie przetrwaliśmy to i tylko nas umocniło. Jestem pewna że gdyby nie te lata bezskutecznych starań nie bylibyśmy teraz tak zgodnym małżeństwem jak jesteśmy. Również zgodziliśmy się co do tego, że należy spróbować metody in vitro ponieważ ona jako jedyna w naszym przypadku będzie w stanie dać nam potomstwo. I tak się stało że mamy obecnie cudownego synka i mimo tego wszystkiego przez co przeszliśmy i nie było łatwe jesteśmy szczęśliwi. Obecnie oczekujemy córki. Oczywiście ochrzciliśmy synka, mimo że ta droga bardziej oddaliła nas od kościoła zamiast do niego zbliżyć. Moje pytanie brzmi czy rzeczywiście in vitro jest grzechem ciężkim ? Oraz w jakich wypadkach ? Zapytam prosto choć nie oczekuję prostej odpowiedzi Powiem całkowicie szczerze że nie czujemy się oboje w żaden sposób winni że taką decyzję podjęliśmy, nie jest nam z nią źle. Chciałam tylko wiedzieć dlaczego Kościół Katolicki ma do tej procedury oraz osób ją wykonujących taki zły stosunek ? Czy więc in vitro przekreśla u nas szansę tzw dobrej spowiedzi ?
ame pisze: ↑14 kwie 2025, 10:56
Zapytam prosto choć nie oczekuję prostej odpowiedzi
Rzeczywiście sprawa nie jest prosta i to nawet dla wielu etyków, którzy nie mają nic wspólnego z chrześcijaństwem.
ame pisze: ↑14 kwie 2025, 10:56
Chciałam tylko wiedzieć dlaczego Kościół Katolicki ma do tej procedury oraz osób ją wykonujących taki zły stosunek ?
W telegraficznym skrócie:
1. Poczęcie nie odbywa się w naturalny sposób tylko w laboratorium.
2. Akt małżeński jest oddzielony od poczęcia.
3. Aby zwiększyć skuteczność metody trzeba "wytworzyć" większą ilość embrionów.
4. Moralnie nie do zaakceptowania jest niszczenie embrionów lub ich zamrażanie na jakiś nieokreślony czas.
To są najważniejsze problemy moralne związane z in vitro.
ame pisze: ↑14 kwie 2025, 10:56
Czy więc in vitro przekreśla u nas szansę tzw dobrej spowiedzi ?
Żaden grzech nie przekreśla szans na spowiedź. Tylko od Was zależy, od Waszej duchowej dyspozycji, Waszego nastawienia czy spowiedź będzie dobra czyli ważna.
Drogę moją do was niech utoruje sam Bóg, Ojciec nasz, i Pan nasz Jezus!
1 Tes 3,11