Ewangelia wg św. Marka rozdział 16
Mk 16, 1–7
Komentarz:
Kiedy się czyta ewangeliczne opisy wydarzeń wielkanocnych, uderza suchy zapis faktów i niechęć do objaśnień, do komentowania, a nawet do duchowych pogłębień. Oto dowiadujemy się z dzisiejszej Ewangelii, że kiedy tylko szabat minął, Maria Magdalena jeszcze przed świtem pobiegła do grobu Jezusa. Przez całą Wielką Sobotę nie mogła tam pójść, bo zabraniały tego przepisy religijne. Z pewnością — choć Ewangelista nic na ten temat nie mówi — serce jej tam się wyrywało. Jezusowi przecież tak wiele zawdzięczała, On jej przywrócił ludzką godność. O jej oddaniu dla Jezusa świadczy chociażby to, że do końca wytrwała pod Jego krzyżem.
Za chwilę Ewangelista opisze drugie przyjście Marii Magdaleny do grobu Jezusa. Teraz ogranicza się do podania dwóch suchych faktów: że zastała ona grób otwarty i że natychmiast pobiegła do Apostołów Piotra i Jana, podsuwając im interpretację, że ktoś wykradł ciało z grobu. Jak widzimy, Maria Magdalena wytrwała w przywiązaniu do Jezusa, ale nawet w niej wiara się załamała. Widok otwartego grobu nie wzbudził w niej nawet iskierki nadziei. Domyślała się, że Jezusa spotkała jakaś następna krzywda: nie dość, że Go potwornie zmaltretowano i zamordowano, to nawet po śmierci ktoś nie daje Mu spokojnie leżeć w grobie.
Zaalarmowani przez Marię Magdalenę Piotr i Jan biegną do grobu. Jan pisał swoją Ewangelię w wiele lat po męczeńskiej śmierci Piotra, a jednak w swoim opisie nie zapomniał przypomnieć, że Piotr był pierwszym z Apostołów. To przecież właśnie dlatego Jan, choć pierwszy dobiegł do grobu, poczekał na Piotra, aby najpierw on mógł tam wejść i zbadać, co się stało.
A fakty były zwyczajne, choć zarazem kompletnie niezwykłe. Uczniowie zobaczyli we wnętrzu grobu płótna, w które było owinięte ciało Jezusa, oraz osobno chustę z Jego głowy. Ewangelista tych faktów nie komentuje. To my zauważamy, że gdyby ktoś wykradł ciało z grobu, to z pewnością by go tam nie rozbierał. Wykradłby nieboszczyka w jego ubraniu. Co do Jezusa, zauważmy ponadto, że umarł On potwornie poraniony. Płótna, w które Go owinięto, mocno skleiły się z Jego ciałem.
Piotr i Jan wtedy właśnie uwierzyli, że Chrystus zmartwychwstał. Jeszcze tego samego dnia Pan Jezus ukazał się żywy wszystkim jedenastu swoim uczniom (J 20,19nn). Odtąd kolejne pokolenia wierzących miały odnawiać się w tej radości ponad radościami, że Chrystus zmartwychwstał! Nie było to zwyczajne wskrzeszenie do tego życia, które za nas oddał na krzyżu. On zmartwychwstał w ciele uwielbionym i przebóstwionym. Zmartwychwstał jako pierwszy z umarłych, a zmartwychwstał do życia, które już nie podlega śmierci.
Odtąd — dzięki śmierci i zmartwychwstaniu Jezusa Chrystusa — życie wieczne jest dostępne również nam, mimo że urodziliśmy się w grzechu. Wszechmocna miłość Boża, która objawiła się przez Jezusa Chrystusa, to sprawiła, że grzech Adama nie zniweczył jednak przedwiecznych zamysłów Bożej dobroci względem człowieka. Życie wieczne znów znalazło się w zasięgu naszych realnych nadziei. W Jezusie Chrystusie, Panu naszym zmartwychwstałym, każdy człowiek może stać się przyjacielem Bożym na wieki.
O. Jacek Salij OP
Mk 16, 9-15
Komentarz:
Szczególnie znanym przypadkiem oporu przed uwierzeniem w zmartwychwstanie Pana Jezusa jest niedowiarstwo Apostoła Tomasza. Również uczniów z Emaus nie powstrzymały przed ucieczką z Jerozolimy wieści o tym, że Jezus zmartwychwstał. W dzisiejszej Ewangelii Pan Jezus zarzuca generalnie swoim uczniom „brak wiary i upór, że nie wierzyli tym, którzy widzieli Go zmartwychwstałego”.
Pamiętajmy, że oni już na długo przed Jego śmiercią uwierzyli, że On jest Mesjaszem i Synem Bożym. Byli porwani jego nauką, oglądali Jego cuda. Na krótko przed Jego ukrzyżowaniem byli świadkami, jak wskrzesił Łazarza, od czterech dni już spoczywającego w grobie. To prawda, że ich wiara rozsypała się w Wielki Piątek. Ale było z czego odbudowywać. To zapewne dlatego Pan Jezus karci swoich uczniów, że na pierwsze wieści o Jego zmartwychwstaniu zareagowali niedowiarstwem.
Otóż należy odróżnić niedowiarstwo od krytycyzmu. Krytycyzm jest to dar Boży, który chroni nas przed naiwnym otwarciem się na coś, co na wiarę nie zasługuje. Natomiast niedowiarstwo jest to dogmatyczna pewność siebie, że prawda i moc Boża nie przekraczają naszej wyobraźni. Uczniowie widzieli Pana Jezusa na krzyżu; niektórzy widzieli, że po śmierci został przebity włócznią. Toteż na wieść o Jego zmartwychwstaniu odpowiedzieli niedowiarstwem. Ogarnęła ich dogmatyczna pewność siebie, że to przecież niemożliwe, aby On zmartwychwstał.
Bardzo podobnie zareagowali Żydzi na orędzie Mojżesza, że sam Bóg zobowiązał się wyzwolić ich z niewoli egipskiej (Wj 6,2–9). Przyjęli to orędzie z niedowiarstwem. Oni wiedzieli swoje. Oni wiedzieli, że nie ma takiej potęgi, która mogłaby ich wyrwać z ręki Egipcjan.
Podobną strukturę ma niedowiarstwo tych chrześcijan, którym trudno uwierzyć w przyszłe zmartwychwstanie ciał. To, że zupełnie przekracza to ich wyobraźnię, bardziej się dla nich liczy, niż to, że Bóg, który obiecał nam wskrzeszenie naszych ciał, jest przecież prawdomówny i wszechmocny. Toteż Apostoł z wielką jasnością pokazuje, że nie wierzyć w nasze przyszłe zmartwychwstanie, to tyle samo, co przekreślić cały sens wiary chrześcijańskiej. „Jeżeli umarli nie zmartwychwstaną – pisze w Pierwszym Liście do Koryntian (15) – to i Chrystus nie zmartwychwstał. A jeżeli Chrystus nie zmartwychwstał, daremna jest wasza wiara i aż dotąd pozostajecie w swoich grzechach. Jeżeli tylko w tym życiu w Chrystusie pokładamy nadzieję, jesteśmy bardziej od wszystkich ludzi godni politowania”.
O. Jacek Salij OP
Mk 16, 15-18
Komentarz:
Zanim Syn Boży przyjął naturę Syna Człowieczego, obraz wniebowstąpienia służył w Piśmie Świętym do opisywania ludzkiej pychy, która fałszywie przywłaszcza sobie równość z samym Bogiem. Wśród opowieści o upokorzeniu i upadku, jakimi kończyło się przypisywanie sobie przez różnych pyszałków cech boskich oraz stawianie samych siebie na pierwszym miejscu zamiast Boga, najbardziej znany jest opis budowania wieży Babel. Znany jest również obraz nieudanego wniebowstąpienia, jaki prorok Izajasz umieścił w swoim szyderstwie z króla asyryjskiego: „Jakże to, spadłeś z niebios? (…) Ty, który podbijałeś narody, runąłeś na ziemię? Ty, który mówiłeś w swym sercu: „Wstąpię na niebiosa! Ponad gwiazdami Bożymi postawię mój tron!” (Iz 14).
W swojej rozmowie z Nikodemem, Pan Jezus zapowiedział, że tylko On jeden ma moc naprawdę wstąpić do nieba: „Nikt nie wstąpił do nieba, oprócz Tego, który z nieba zstąpił – Syna Człowieczego” (J 3,13). Ale też On – choć równy Przedwiecznemu Ojcu, któremu niebo z natury się należy – przeszedł przez swoje ludzkie życie dokładnie odwrotnie niż wspomniani pyszałkowie. On uwielbił swojego Ojca, „stawszy się posłusznym aż do śmierci, i to śmierci na krzyżu” (Flp 2,8). Udowodnił wtedy, że Boga da się stawiać na pierwszym miejscu nawet w tak strasznie zdeformowanej przez ludzkie grzechy sytuacji, jaką Mu stworzono na Kalwarii.
„Dlatego też Bóg Go nad wszystko wywyższył i darował Mu imię ponad wszelkie imię!” (Flp 2,9). Dana Mu została – czytamy w dzisiejszej Ewangelii – wszelka władza w niebie i na ziemi. Ale zobaczmy od razu, na czym polega główny akt tej najwyższej władzy naszego Pana: „Idźcie i nauczajcie wszystkie narody, i udzielajcie im chrztu, i skłaniajcie je do posłuszeństwa mojej nauce!” Zatem wszechwładza naszego wywyższonego Zbawiciela jest władzą miłości i dlatego można jej nawet nie zauważyć.
A przecież potęga najpotężniejszych nawet pyszałków tego świata jest niczym w porównaniu z władzą naszego Zbawiciela. Pyszałkowie i cała ich moc przeminie, a Pan Jezus już teraz siedzi po prawicy swojego Ojca Wszechmogącego: Jego uwielbione człowieczeństwo w pełni uczestniczy w Bożych doskonałościach! Również w miłości Przedwiecznego Ojca i w Jego wszechmocy, i wszechobecności.
To właśnie dlatego, siedząc po prawicy swojego Ojca, zarazem może On być z nami przez wszystkie dni aż do skończenia świata! A dlatego jest On z nami, że swoją potężną miłością chce nas wszystkich przyprowadzić do swojego Ojca. Po to On przecież zstąpił niegdyś na ziemię, a po skończeniu swojej misji po to w swojej uwielbionej ludzkiej naturze wstąpił do nieba, żeby wprowadzić tam wszystkich, którzy stanowią Jego Ciało i Jego Kościół!
O. Jacek Salij OP